Na Zakupy na Bazar
Przed wiekami żył sławny król,: Kraj jego był wielki i sławny, we wszelkie dobra opływający.
Imią tego władcy było głośne w całym świecie.
król miał wielu zaufanych, którzy jego życzenia i rozkazy ślepo wykonywali, sprawując w imią króla rządy.
Po wielu, wielu latach król zauważył, że w kraju jego zaczyna sią dziać coraz gorzej, chociaż ministrowie jego przysiągali, że państwo jego — to prawdziwy raj na ziemi. Niespotykana dawniej nądza zacząła szerzyć sią z zastraszające szybkością, a twarze ludzi, doniedawna wesołe i uśmiechniąte, stały sią złe i ponure, co już nie na żarty zaniepokoiło króla.
I raz przyszła mu dziwna myśl do głowy, że, albo on źle rządzi, albo — że jego słudzy i ministrowie nie wykonywali wiernie i ściśle jego rozkazów.Lecz któżby sam o sobie źle myślał?
Wiąc też i król odrzucił wnet myśl o tym, że rządzi zle i powziął podejrzenie na sługi swe, iż przez nich wszelkie nieszcząścia na kraj jego płyną.
Wówczas stroskany król postanowił sam pójść miądzy ludzi i zbadać, gdzie tkwi przyczyna kląski jego kraju, a zwłaszcza, jak żyją jego poddani i jak sią sprawują oraz rządzą jego ministrowie.Przedsiąwziącie to okazało sią jednak trudniejszym, niż król myślał, bowiem słudzy strzegli go, jak oka w głowie i na krok samego nie puszczali, file, że miał król mimo wieku, energii sporo, wiąc w końcu udało mu sią raz wyślizgnąć niespostrzeże- nie z pałacu.W zwykłej szarej odzieży, jak każdy zwykły mieszkaniec, skierował swe kroki w stroną bazaru, lążącego w sąsiedztwie pałacu. Szum i gwar jaki tu panował, oszołomił go i przyprawił o zawrót głowy.
Szedł tedy Kkról jak nieprzytomny miądzy straganami, ustawionymi w dwa długie rządy, przepychając sią z trudem przez krzyczący, kłócący sią i frymarczący tłum, popychany i poszturchiwany przez prostaków, nie mających oczywiście pojęcia, jak dostojną osobą, łokciami, pięściami i nogami postponują.
Nagle, na jednym ze straganów dojrzał rozłożone klejnoty, jakby z całego śwista w jednym miejscu zebrane, iskrzące sią i mieniące wszystkimi barwami tęczy. Lecz nie te największe, najokazalsze klejnoty przykuły jego uwagą. Przedmiot, który oczarował króla, był na pozór dość drobnym kamieniem, osadzonym w skromnym platynowym pierścieniu. Ale kamień ten był zjawiskiem niezwykłym. Gdzieś z wnętrza jego, niby z olbrzymiego ogniska, buchał płomień fioletowy, różowy, krwawo czerwony. Miał takich klejnotów król w swoim skarbcu bez liku, ale żaden z nich nie mógł sią równać z tym pierścieniem.Zapragnął tedy król klejnot ów nabyć, Podszedł zatym do siedzącego za ladą kramarza, który twarz swą starannie turbanem okrywał i„. oma! nie upadł ze zdumienia, W przygarbionym kramarzu król poznał swegc. ministra handlu, którym był Grek pewien, za czarownika wszystko mogącego - uchoozący, i stąd dla swej przebiegłości przez Kkróla na to wysokie stanowisko wyniesiony.Opanował sią jednak król i udając że go nie poznaje zapytał o ceną pierścienia.I tu nowe zdumienie ogarnęło Kkróla,
^Sprzedawca wymienił cenę klejnotu nie o wiele wyższą, od zwykłego jarmarcznego pierścienia. Przypuszczając, że albo Grek go poznał i rozmyślnie taką niską ceną pedał, albo też omylił się, król zdecydował sią szybico wykorzystać tą okoliczność, zapłacił żądaną sumą i pierścień pośpiesznie do kieszeni schował, a rad wielce z dokonanej tranzakcji, zapomniał o celu swojej wycieczki i nie zatrzymując się nigdzie, szybko powrócił do pałacu.Tutaj udał sią do komnaty na piętrze, gdzie go
nikt nia mógł podglądnąć, drzwi na dwa spusty zamknął i drżącymi z niecierpliwości rękami wyjął klejnot z kieszeni, chcąc się nacieszyć blaskiem cudownego kamienia, flle o dziwo 1 Kamień nie dawał ogni, a wyglądał jak kawałek szarej, brudnej porcelany.król zadrzał z oburzenia. Nie ulegało wątpliwości, że został oszukany haniebnie przez swego własnego ministra handlu.Nieprzytomny z gniewu, król co tchu popędził na bazar, pragnąc doraźnie ukarać nikczemnika, który ośmielił się go oszukać. Lecz miejsce, na którym przed chwilą stał stragan z klejnotami było puste.Pośpiesznie jak przyszedł, wrócił król do pałacu i wielkim głosem rozkazał sługom wyszukać i sprowadzić do siebie swego ministra Greka. Wkrótce zjawił się poszukiwany dygnitarz i obyczajem wschodnim padl przed królem twarzą na ziemię.— Gdzie byłeś Kleomonesie, że cię odszukać nie możną było? — spytał król ponurym, stłumionym z gniewu głosem n;e wróżącym nic dobrego.— Słudzy twoi, królu nad królami — odparł Grek — znaleźli mnie w moim domu, gdzie nie jedząc, nie pijąc i nie odpoczywając, siedzę i pracuję nad wielkim planem sanacji państwowej i zaradzeniu panującej w kraju nędzy. Zawołany natychmiast przyszedłem.Król przetarł oczy. Na chwilę zdawało mu się że śni. Zdumienie i oburzenie odebrało mu mowę. Takie zuchwalstwo i bezczelność przekraczały już wszelkie granice przyzwoitości.Długo milczał król i coś ważył w myślach, w końcu powziął postanowienie: głowa zbrodniarza miała spaść natychmiast pod toporem kata. 1 już otwierał usta by wydać rozkaz, kiedy nagle myśl nowa wdarła się w jego wolę.Nic nie mówiąc, skinął ręką na znak, by wszyscy odeszli. A gdy pozostał sam, udał się do owej komnaty, w której pierścień po laz pierwszy oglądał, zamknął się i przez trzy dni i trzy noce pozostawał w samotności, nie przyjmując żadnego pokarmu, nie śpiąc, a tylko dumając jak ukarać winnego ministra. Tymczasem w kraju zapanował smutek wielki i przerażenia, poddani bowiem nauczeni doświadczeniem, wiedzieli dobrze, że samotność zastępcy proioka nie wróży nic dobrego.Wreście po trzech dniach Król polecił ogłosić w całym państwie, że siódmego dnia licząc od tej chwili, mają stanąć przed jego obliczem wszyscy, którzy chcą się ubiegać o nagrodę uczciwości i rzetelności.Jakoż siódmego dnia zebrał się taki tłum ludzi, że największa sala w pałacu Króla ledwo zdołała ich pomieścić, gdyż nie było takiego, któryby twierdził, że jest najpierwszy z rzetelnych i uczciwych kiedy wszedł Król przemówił w te słowa:— Kto z was jest najrzetelniejszy i najuczciwszy, otrzyma obiecaną nagrodę, flle gdyby ktoś chcia} swego władcę, a zastępcę proroka oszukać i otrzymać nagrodę, mimo, że na jego sumieniu ciąży n ąjIżejszy choćby występek, głowa jego natychmiast spadnie pod toporem kata. Dlatego też radzę, by ci, których surmenie nie zupełnie jest czyste, na- tycnmiast stąd wyszli ratując swe głowy.Jeszcze niedomówił Król ostatnich słów, a wszyscy rzucili się do drzwi, uchodząc z życiem.Wkrótce sala opustoszała zupełnie i pozostał w niej tylko jeden człowiek, ów minister handlu.Król długo i badawczo wpatrywał się w niego a w końcu głosem, w którym brzmiał bezgraniczny gniew, zawołał:— Więc ty śmiesz ubiegać się o nagrodę za rzetelność i uczciwość? Ty, któryś mnie oszukał i okłamał!— Boski Królie — odparł Grek:— Jaką możesz mieć do mnie urazę? Wszak naturalny porządek rzeczy w hanclu jest, że obydwie strony zyskują Przy zmianie. Gdyby tak nie było, nie byłoby handlu. Nieuczciwym staje się jednak handel dopiero wtedy, jeżeli jedna strona osiąga korzvści, nie odpowiadające wielkości jej ryzyska i wkładów, fl jakież to szkody poniosłeś boski Królie?
Wszak otrzymałeś rzecz, za cenę, odpowiadając jej wartości. Czyż pragnąłeś za taką cenę otrzymać rzeczywiście drogocenny klejnot? Wszak w takim razie byłbyś mnie skrzywdził, mnie, twego wiernego sługę.. 1 cóżby ludzie powiedzieli, gdyby się dowiedzieli o tym?Zresztą wartość każdej rzeczy jest względna i ustala ją człowiek. Bezwartościowa napozór rzecz dobrze i umiejętnie użyta, staje się skarbem, podczas gdy klejnot najdroższy w rękach nieświadomego traci wartość. Pierścień któiy ty bcski Królie nabyłeś, to czarodziejski pierścień. Takich rzeczy nie nabywa się za cenę złota, bo wartość ich jest tak wielka, że nie może być opłacona żadnymi skarbami świata.
Płacić za nie trzeba brylantami wdzięczności... Kamień bowiem, który jest w pierścieniu, ma tą wartość, że na palcu człowieka o czystym sumieniu świeci czarownym blaskiem, na palcu zaś człowieka złej woli obarczonego krzywdą ludzką, wygląda jak kawałek zwykłego szkliwa. Pierścień ten przechowywał się w rodzie moim od wielu pokoleń. Ostatniej nocy zjawił mi się jeden z mych przodków i kazał pierścień ten wynieść na targ i sprzedać za grosze pierwszemu człowiekowi, który go nabyć zapragnie. Uczyniłem tak, a tym pierwszym człowiekiem byłeś ty Królie.Dziwne uczucia budziły się w duszy Króla, gdy słów tych słuchał. Złość i nienawiść ustępowały miejsca wstydowi i skrusze, że on władca, dał się opanować żądzy osiągnięcia brudnego zysku kosztem swego poddanego. Kiedy takie myśli huczały mu w głowie, Król mimowoli spojrzał na pierścień trzymany w ręku. I o dziwo. Kamień na pierścieniu znów się żarzyć począł swoim dziwnym, przepięknym blaskiem. Pod wpływem nowego nieznanego uczucia zwrócił się Król do swego ministra ze słowami:
— Idź do skarbca mego i wybierz sobie klejnot najcenniejszy jaki znajdziesz i weź go w nagrodę za ten oto pierścień W tym momencie klejnot w ręku Króla buchnął takim ogniem, jakby wszystkie tęcze nieba skoncentrowały się w cudownym p.erścieniu.Drżący z przerażenia i wzruszenia udał się Król do swojej komnaty, gdzie w zamknięciu drugie trzy dni bez jadła i napoju rozmyślał, A czwartego dnia kazał zawezwać do siebie ministrów swoich i każdego z osobna powoływał przed oblicze swoje. I nic nie mówiąc i o nic nie pytając, kładł Król każdemu z nich ów klejnot czarodz..jjski nu palce. I okazało się, że za każdym razem kamień natychmiast tracił blask swój. A wtedy Król chmurny jak niebo podczas burzy, ministra katowi oddawał, i padł strach wielki na dostojników i tych, którzy dotychczas nimi być chcieli. 1 niebawem nie było amatora z pośród zauszników i waletów na stanowisko ministra, a wszyscy dziwowali się. skąd na Króla przyszło takie oświecenie i taka znajomośćludzi.Ale że rządzić trzeba było, zaś Król chętnych na stanowiska odnośne znaleźć nie mógł, przeto zawołał naród i polecił mu wyszukać ludzi, którzy- by rządzić umieli i chcieli. W skjpieniu i spokoju wielkim, ludzie radzić poczęli, kogoby wybrać i ko- goby namówić by się na wybór zgodził, gdyż nikt się oto nie dobijał, lecz przeciwnie, raczej wymawiał. I przyszli rządzić ludzie nieznani, o których dotychczas nikt nie słyszał, ludzie cisi i dobrzy, których całe życie wypełnione było pracą i cierpieniem, niedostatkiem i strapieniem. A klejnot na palcu każdego z tych ludzi sprawiedliwych ; wiecił pełnym blaskiem.A skutki nie dały długo na siebie czekać. Znikła w kraju nędza i rozpacz, zapanował dobrobyt i zgoda. Zaś Król coraz rzadziej robił użytek ze swego klejnotu i podobno zamierza wypożyczać go, innym nieszczęśliwym władcom i narodom. —
E.A
pod redakcją Igora Marynowskiego zdjęcia z bazaru zostały zrobione przed II wojną światową. Pokolorowane przeze mnie.
Imią tego władcy było głośne w całym świecie.
król miał wielu zaufanych, którzy jego życzenia i rozkazy ślepo wykonywali, sprawując w imią króla rządy.
Po wielu, wielu latach król zauważył, że w kraju jego zaczyna sią dziać coraz gorzej, chociaż ministrowie jego przysiągali, że państwo jego — to prawdziwy raj na ziemi. Niespotykana dawniej nądza zacząła szerzyć sią z zastraszające szybkością, a twarze ludzi, doniedawna wesołe i uśmiechniąte, stały sią złe i ponure, co już nie na żarty zaniepokoiło króla.
I raz przyszła mu dziwna myśl do głowy, że, albo on źle rządzi, albo — że jego słudzy i ministrowie nie wykonywali wiernie i ściśle jego rozkazów.Lecz któżby sam o sobie źle myślał?
Wiąc też i król odrzucił wnet myśl o tym, że rządzi zle i powziął podejrzenie na sługi swe, iż przez nich wszelkie nieszcząścia na kraj jego płyną.
Wówczas stroskany król postanowił sam pójść miądzy ludzi i zbadać, gdzie tkwi przyczyna kląski jego kraju, a zwłaszcza, jak żyją jego poddani i jak sią sprawują oraz rządzą jego ministrowie.Przedsiąwziącie to okazało sią jednak trudniejszym, niż król myślał, bowiem słudzy strzegli go, jak oka w głowie i na krok samego nie puszczali, file, że miał król mimo wieku, energii sporo, wiąc w końcu udało mu sią raz wyślizgnąć niespostrzeże- nie z pałacu.W zwykłej szarej odzieży, jak każdy zwykły mieszkaniec, skierował swe kroki w stroną bazaru, lążącego w sąsiedztwie pałacu. Szum i gwar jaki tu panował, oszołomił go i przyprawił o zawrót głowy.
Szedł tedy Kkról jak nieprzytomny miądzy straganami, ustawionymi w dwa długie rządy, przepychając sią z trudem przez krzyczący, kłócący sią i frymarczący tłum, popychany i poszturchiwany przez prostaków, nie mających oczywiście pojęcia, jak dostojną osobą, łokciami, pięściami i nogami postponują.
Nagle, na jednym ze straganów dojrzał rozłożone klejnoty, jakby z całego śwista w jednym miejscu zebrane, iskrzące sią i mieniące wszystkimi barwami tęczy. Lecz nie te największe, najokazalsze klejnoty przykuły jego uwagą. Przedmiot, który oczarował króla, był na pozór dość drobnym kamieniem, osadzonym w skromnym platynowym pierścieniu. Ale kamień ten był zjawiskiem niezwykłym. Gdzieś z wnętrza jego, niby z olbrzymiego ogniska, buchał płomień fioletowy, różowy, krwawo czerwony. Miał takich klejnotów król w swoim skarbcu bez liku, ale żaden z nich nie mógł sią równać z tym pierścieniem.Zapragnął tedy król klejnot ów nabyć, Podszedł zatym do siedzącego za ladą kramarza, który twarz swą starannie turbanem okrywał i„. oma! nie upadł ze zdumienia, W przygarbionym kramarzu król poznał swegc. ministra handlu, którym był Grek pewien, za czarownika wszystko mogącego - uchoozący, i stąd dla swej przebiegłości przez Kkróla na to wysokie stanowisko wyniesiony.Opanował sią jednak król i udając że go nie poznaje zapytał o ceną pierścienia.I tu nowe zdumienie ogarnęło Kkróla,
^Sprzedawca wymienił cenę klejnotu nie o wiele wyższą, od zwykłego jarmarcznego pierścienia. Przypuszczając, że albo Grek go poznał i rozmyślnie taką niską ceną pedał, albo też omylił się, król zdecydował sią szybico wykorzystać tą okoliczność, zapłacił żądaną sumą i pierścień pośpiesznie do kieszeni schował, a rad wielce z dokonanej tranzakcji, zapomniał o celu swojej wycieczki i nie zatrzymując się nigdzie, szybko powrócił do pałacu.Tutaj udał sią do komnaty na piętrze, gdzie go
nikt nia mógł podglądnąć, drzwi na dwa spusty zamknął i drżącymi z niecierpliwości rękami wyjął klejnot z kieszeni, chcąc się nacieszyć blaskiem cudownego kamienia, flle o dziwo 1 Kamień nie dawał ogni, a wyglądał jak kawałek szarej, brudnej porcelany.król zadrzał z oburzenia. Nie ulegało wątpliwości, że został oszukany haniebnie przez swego własnego ministra handlu.Nieprzytomny z gniewu, król co tchu popędził na bazar, pragnąc doraźnie ukarać nikczemnika, który ośmielił się go oszukać. Lecz miejsce, na którym przed chwilą stał stragan z klejnotami było puste.Pośpiesznie jak przyszedł, wrócił król do pałacu i wielkim głosem rozkazał sługom wyszukać i sprowadzić do siebie swego ministra Greka. Wkrótce zjawił się poszukiwany dygnitarz i obyczajem wschodnim padl przed królem twarzą na ziemię.— Gdzie byłeś Kleomonesie, że cię odszukać nie możną było? — spytał król ponurym, stłumionym z gniewu głosem n;e wróżącym nic dobrego.— Słudzy twoi, królu nad królami — odparł Grek — znaleźli mnie w moim domu, gdzie nie jedząc, nie pijąc i nie odpoczywając, siedzę i pracuję nad wielkim planem sanacji państwowej i zaradzeniu panującej w kraju nędzy. Zawołany natychmiast przyszedłem.Król przetarł oczy. Na chwilę zdawało mu się że śni. Zdumienie i oburzenie odebrało mu mowę. Takie zuchwalstwo i bezczelność przekraczały już wszelkie granice przyzwoitości.Długo milczał król i coś ważył w myślach, w końcu powziął postanowienie: głowa zbrodniarza miała spaść natychmiast pod toporem kata. 1 już otwierał usta by wydać rozkaz, kiedy nagle myśl nowa wdarła się w jego wolę.Nic nie mówiąc, skinął ręką na znak, by wszyscy odeszli. A gdy pozostał sam, udał się do owej komnaty, w której pierścień po laz pierwszy oglądał, zamknął się i przez trzy dni i trzy noce pozostawał w samotności, nie przyjmując żadnego pokarmu, nie śpiąc, a tylko dumając jak ukarać winnego ministra. Tymczasem w kraju zapanował smutek wielki i przerażenia, poddani bowiem nauczeni doświadczeniem, wiedzieli dobrze, że samotność zastępcy proioka nie wróży nic dobrego.Wreście po trzech dniach Król polecił ogłosić w całym państwie, że siódmego dnia licząc od tej chwili, mają stanąć przed jego obliczem wszyscy, którzy chcą się ubiegać o nagrodę uczciwości i rzetelności.Jakoż siódmego dnia zebrał się taki tłum ludzi, że największa sala w pałacu Króla ledwo zdołała ich pomieścić, gdyż nie było takiego, któryby twierdził, że jest najpierwszy z rzetelnych i uczciwych kiedy wszedł Król przemówił w te słowa:— Kto z was jest najrzetelniejszy i najuczciwszy, otrzyma obiecaną nagrodę, flle gdyby ktoś chcia} swego władcę, a zastępcę proroka oszukać i otrzymać nagrodę, mimo, że na jego sumieniu ciąży n ąjIżejszy choćby występek, głowa jego natychmiast spadnie pod toporem kata. Dlatego też radzę, by ci, których surmenie nie zupełnie jest czyste, na- tycnmiast stąd wyszli ratując swe głowy.Jeszcze niedomówił Król ostatnich słów, a wszyscy rzucili się do drzwi, uchodząc z życiem.Wkrótce sala opustoszała zupełnie i pozostał w niej tylko jeden człowiek, ów minister handlu.Król długo i badawczo wpatrywał się w niego a w końcu głosem, w którym brzmiał bezgraniczny gniew, zawołał:— Więc ty śmiesz ubiegać się o nagrodę za rzetelność i uczciwość? Ty, któryś mnie oszukał i okłamał!— Boski Królie — odparł Grek:— Jaką możesz mieć do mnie urazę? Wszak naturalny porządek rzeczy w hanclu jest, że obydwie strony zyskują Przy zmianie. Gdyby tak nie było, nie byłoby handlu. Nieuczciwym staje się jednak handel dopiero wtedy, jeżeli jedna strona osiąga korzvści, nie odpowiadające wielkości jej ryzyska i wkładów, fl jakież to szkody poniosłeś boski Królie?
Wszak otrzymałeś rzecz, za cenę, odpowiadając jej wartości. Czyż pragnąłeś za taką cenę otrzymać rzeczywiście drogocenny klejnot? Wszak w takim razie byłbyś mnie skrzywdził, mnie, twego wiernego sługę.. 1 cóżby ludzie powiedzieli, gdyby się dowiedzieli o tym?Zresztą wartość każdej rzeczy jest względna i ustala ją człowiek. Bezwartościowa napozór rzecz dobrze i umiejętnie użyta, staje się skarbem, podczas gdy klejnot najdroższy w rękach nieświadomego traci wartość. Pierścień któiy ty bcski Królie nabyłeś, to czarodziejski pierścień. Takich rzeczy nie nabywa się za cenę złota, bo wartość ich jest tak wielka, że nie może być opłacona żadnymi skarbami świata.
Płacić za nie trzeba brylantami wdzięczności... Kamień bowiem, który jest w pierścieniu, ma tą wartość, że na palcu człowieka o czystym sumieniu świeci czarownym blaskiem, na palcu zaś człowieka złej woli obarczonego krzywdą ludzką, wygląda jak kawałek zwykłego szkliwa. Pierścień ten przechowywał się w rodzie moim od wielu pokoleń. Ostatniej nocy zjawił mi się jeden z mych przodków i kazał pierścień ten wynieść na targ i sprzedać za grosze pierwszemu człowiekowi, który go nabyć zapragnie. Uczyniłem tak, a tym pierwszym człowiekiem byłeś ty Królie.Dziwne uczucia budziły się w duszy Króla, gdy słów tych słuchał. Złość i nienawiść ustępowały miejsca wstydowi i skrusze, że on władca, dał się opanować żądzy osiągnięcia brudnego zysku kosztem swego poddanego. Kiedy takie myśli huczały mu w głowie, Król mimowoli spojrzał na pierścień trzymany w ręku. I o dziwo. Kamień na pierścieniu znów się żarzyć począł swoim dziwnym, przepięknym blaskiem. Pod wpływem nowego nieznanego uczucia zwrócił się Król do swego ministra ze słowami:
— Idź do skarbca mego i wybierz sobie klejnot najcenniejszy jaki znajdziesz i weź go w nagrodę za ten oto pierścień W tym momencie klejnot w ręku Króla buchnął takim ogniem, jakby wszystkie tęcze nieba skoncentrowały się w cudownym p.erścieniu.Drżący z przerażenia i wzruszenia udał się Król do swojej komnaty, gdzie w zamknięciu drugie trzy dni bez jadła i napoju rozmyślał, A czwartego dnia kazał zawezwać do siebie ministrów swoich i każdego z osobna powoływał przed oblicze swoje. I nic nie mówiąc i o nic nie pytając, kładł Król każdemu z nich ów klejnot czarodz..jjski nu palce. I okazało się, że za każdym razem kamień natychmiast tracił blask swój. A wtedy Król chmurny jak niebo podczas burzy, ministra katowi oddawał, i padł strach wielki na dostojników i tych, którzy dotychczas nimi być chcieli. 1 niebawem nie było amatora z pośród zauszników i waletów na stanowisko ministra, a wszyscy dziwowali się. skąd na Króla przyszło takie oświecenie i taka znajomośćludzi.Ale że rządzić trzeba było, zaś Król chętnych na stanowiska odnośne znaleźć nie mógł, przeto zawołał naród i polecił mu wyszukać ludzi, którzy- by rządzić umieli i chcieli. W skjpieniu i spokoju wielkim, ludzie radzić poczęli, kogoby wybrać i ko- goby namówić by się na wybór zgodził, gdyż nikt się oto nie dobijał, lecz przeciwnie, raczej wymawiał. I przyszli rządzić ludzie nieznani, o których dotychczas nikt nie słyszał, ludzie cisi i dobrzy, których całe życie wypełnione było pracą i cierpieniem, niedostatkiem i strapieniem. A klejnot na palcu każdego z tych ludzi sprawiedliwych ; wiecił pełnym blaskiem.A skutki nie dały długo na siebie czekać. Znikła w kraju nędza i rozpacz, zapanował dobrobyt i zgoda. Zaś Król coraz rzadziej robił użytek ze swego klejnotu i podobno zamierza wypożyczać go, innym nieszczęśliwym władcom i narodom. —
E.A
pod redakcją Igora Marynowskiego zdjęcia z bazaru zostały zrobione przed II wojną światową. Pokolorowane przeze mnie.


Komentarze
Prześlij komentarz